Wspomnienie Zbigniewa Fastnachta


Biba ze Śnieżnika

Fotografia Zbyszka przy bufecie

Fotografia Zbyszka w bufecie schroniska

  Zbigniew Adam (nasza mama uważa, że to imię przynosi szczęście, dlatego wszyscy chłopcy w rodzinie mają na drugie Adam) Fastnacht urodził się 25 października 1942 r. w Sanoku, rodzinnym mieście naszych rodziców i dziadków. (Przodkowie ze strony ojca pochodzili z kolonistów niemieckich, którzy pod koniec XVIII w. przybyli z Wirtenbergii i osiedlili się pod Przemyślem. Spolonizowali się i wielu z nich zostało gorącymi polskimi patriotami. Podczas okupacji nasz ojciec należał do AK i musiał się ukrywać. Przypadek sprawił, że udało mu się ujść przed aresztowaniem. O zasadzce przygotowanej przez gestapo uprzedziła go mama, która była wtedy w pierwszych miesiącach ciąży ze Zbyszkiem. Dlatego żartował on często, że powinien mieć uprawnienia kombatanckie.)

Po wojnie, w 1946 r., rodzice przenieśli się do Wrocławia (ojciec, doc. dr Adam Fastnacht, historyk, był przed wojną asystentem na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, po wojnie kustoszem Biblioteki im. Ossolińskich we Wrocławiu). Zbyszek skończył szkołę podstawową na Oporowie (dzielnica Wrocławia), V Liceum Ogólnokształcące i skończył geografię na Uniwersytecie Wrocławskim (zrezygnował tylko z obrony pracy magisterskiej). Należał do Uniwersyteckiego Koła Turystycznego, był organizatorem studenckich rajdów, obozów, wycieczek. W 1962 r. został przewodnikiem miejskim po Wrocławiu (uprawnienia klasy II), w 1963 r. przewodnikiem terenowym oraz sudeckim (klasy I). W latach 1971-1982 uczestniczył w pracach komisji egzaminacyjnej dla przewodników sudeckich, w latach 1974-1982 był prezesem Koła Przewodników Terenowych i Sudeckich przy Oddziale Wrocławskim PTTK. Uznawany za jednego z najlepszych przewodników, o dużej wiedzy, zacięciu gawędziarskim i talentach towarzyskich.

Po studiach pracował początkowo w LZS Wrocław-Fabryczna (zajmował się turystyką) a potem w Ośrodku Badań i Kontroli Środowiska ("luftinspektor" mówił o sobie). W listopadzie 1982 r. rozpoczął pracę w Schronisku na Śnieżniku, początkowo razem z Janem Sakwerdą a od 1983 r. samodzielnie jako kierownik i dzierżawca. W minionym roku rozpoczął "na budzie" (tj. w schronisku wg śnieżnickiego żargonu) duże inwestycje, przede wszystkim doprowadzając energię elektryczną (w tym najstarszym w Polsce schronisku nie było dotychczas światła). Zakupiona przez Zbyszka turbina wodna została na jego cześć ochrzczona imieniem "Biba". Bo tak nazywany był w rodzinie i przez przyjaciół (a wzięło się to stąd, że ja, jego siostra, opanowując w dzieciństwie sztukę mówienia, posługiwałam się własnym językiem i Zbyszka nazywałam Biba lub Bibciu, co podchwycili jego koledzy i tak to przetrwało do dziś).

Przed schroniskiem przy ufundowanej przez niego tablicy pamięci Marianny Orańskiej w towarzystwie przedstawicielki Ambasady Krolestwa Niderlandów i autora książki o Mariannie Orańskiej, Krzysztofa R. Mazurskiego

Biba kochał góry, śnieżnicką halę i "swoje" schronisko, wybudowane w 1871 r. z polecenia właścicielki tych dóbr, królewny holenderskiej Marianny Orańskiej. W ubiegłym roku ufundował tablicę (jest umieszczona na zewnętrznej ścianie "budy"), upamiętniającą inicjatywę Marianny. Duch tej miłośniczki Śnieżnika nierzadko pojawiał się tutaj na oświetlonych świeczkami korytarzach, budząc grozę wśród turystek i uciechę otulonego w prześcieradła Zbyszka. Słynął z fantazji i kawalarskich pomysłów. Zawadiaka, czasem nazbyt impulsywny, znany był też jako człowiek wielkiej dobroci. Każdy mógł na niego liczyć w potrzebie.

Na śnieżnickiej hali znalazł Biba swoje miejsce i dom. Mimo niedomagań sercowych nie chciał zmienić trybu życia. Nie wyobrażał już sobie powrotu na niziny i do slamsów wielkopłytowych, jak nazywał miejskie budownictwo. Ostatni raz zjechał ze Śnieżnika 15 maja 2001 r. Zmarł następnego dnia w szpitalu w Bystrzycy Kłodzkiej.

Anna Fastnacht-Stupnicka


[Powrót]


[Powrót do strony głównej] [Historia PTT] [O tablicy PTT na Śnieżniku]